BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Zapisz się na newsletter

13 Styczeń 2013

Lotnisko Lublin LUZ LUX , ale i szok i obciach

No i mamy lotnisko. Nowiutkie, milutkie i Europa bliżej. Na pierwszy rzut oka – super.

Nigdy jednak tak nie jest, aby nie było zastrzeżeń. Zatem praktyczne funkcjonowanie sprawdziłam odbywając z wnukiem lot linią Wizz Air do Londynu. Z natury jestem optymistką, więc pośpiesznie liczę plusy tej lubelskiej opcji podróży. Nie musimy jechać do Warszawy –  3 godziny zaoszczędzone i 60 zł w kieszeni x 2, bo i powrót. A najistotniejsze to perspektywa krótszej podróży bez marudzenia dziecka poprawia mi samopoczucie na cały dzień. Mój nastrój w przeddzień podróży prysł jak bańka mydlana. Grupa przyjaciół z LFOON-SW w dniu mojego odlotu zaplanowała przegląd lotniska pod kątem przystosowania obiektu dla osób niepełnosprawnych. I poinformowała mnie, że mojego lotu brak na rozkładzie lotniska. SZOK!

– To kiedy lecisz?

– Jak to kiedy?! Mam bilet na jutro! I potwierdzenie e-mail.

Zamiast pakować walizkę, właściwie bagaż podręczny, gorączkowo dzwonię do e-ESK. Przecież ja lecę z dzieckiem do lekarza, wizyta umówiona, dla mnie to nie wycieczka ani odwiedziny cioci, tylko sprawa kategorii: „być albo nie być”.

-Jest ten lot z Wizz Air do Londynu 8 stycznia? – pytam w informacji e-SKY

-Już sprawdzam – mówi uprzejmy głos po drugiej stronie słuchawki, na stronie Wizz Air lot  jest, to błąd informacji na lotnisku. To nie nasza wina.

Zaglądam na stronę Wizz Air, ciśnienie rośnie. No jest, ulga, ale jestem tak zdenerwowana, że rzucam centymetrem do mierzenia torby podręcznej. W październiku ubiegłego roku zmieniono wymiary i wagę bagażu podręcznego – różnica nawet 10 cm w wysokości i 5 kg. Moja (szczęśliwym trafem zakupiona na wyprzedaży) torba podróżna, idealna do poprzednich wymiarów, zostaje odstawiona. Biorę torbę, którą kiedyś zakupiłam wnukowi, bo chciał być „prawdziwym” podróżnym z walizką. Sprawdzam: 5 cm za wysoka, ale i 5 cm węższa, może przejdzie. W razie problemów przepakujemy się na lotnisku w torbę koleżanki. Ja biorę torbę podręczną damską taką na większe zakupy o wymiarach zbliżonych do wymaganych. Uniwersalna tzn. wymiary regulowane, zależy jak się upcha. Przymiarka wypada OK.

-No i jak jedziemy na lotnisko? Szynobusem? No nie, bo nadrobimy drogi. Mamy autobus kierunek – Mełgiewska. Jedziemy, oznakowanie drogi dojazdowej na lotnisko super.

Każda oferma trafi jadąc według tablic – zapewniał kolega i miał rację, tylko akurat określenie kierowcy w tym zdaniu mi nie pasowało.

Zajechaliśmy bez problemów, parking bezpłatny, miła promocja! PIĘKNE LOTNISKO! LUBLIN LUX! Pamiątkowa fotografia musi być i na zewnątrz i wewnątrz.

Sympatycznie i miło, jak w nazwie tak i na hali – LUZ-LUX.

Odprawa przyjazna, personel z uśmiechem przyjmuje moje wyjaśnienia o przesunięciu wymiarów z jednej na drugą stronę. Najważniejsze, aby wszedł i wyszedł z tzw. „’ramki”. Nie było kłopotów a lekka niedowaga była naszym atutem.

Oczywiście, mój wnuk zaraz chciał do toalety. Tu w porządku. Jest i męska i damska i dla niepełnosprawnych i dla mamusiek z niemowlętami. Czysto, schludnie, ale bezzapachowo. Wiem, że toalety na europejskich lotniskach pachną kwiatowo. Mają zamontowane urządzenia, które co jakiś czas, np. co pół godziny, wypuszczają mgiełkę o zapachu np. lawendy. My, jako lubelskie, słyniemy ziołami, moglibyśmy użyć rumianku lub innego zioła z naszych terenów. Herbapol Lublin na pewno by podpowiedział, czym pachnie Lubelszczyzna.

Przed odlotem zaglądam do sklepiku, aby kupić coś lubelskiego na prezent. Słodkości typu Śliwka Nałęczowska, czy Ptasie Mleczko, lubiane w Londynie, w cenie prawie podwójnej. Cena wyższa niż na Okęciu. Szkoda, bo wieść szybko niesie i podróżni przeliczą ceny słodkości zakupionych w lubelskiej „Solidarności”. A przecież każda paczka Śliwki Nałęczowskiej na wagą promocji regionu.

Przy wejściu na płytę lotniska zrobił się tłok, kolejka dla uprawnionych ( tu rodziców z dziećmi w wózkach) usytuowana przy bramce utrudniała przejście innych pasażerów do tzw. normalnej kolejki. Robił się korek w tym miejscu, podczas gdy dalej przestrzeni było dość.

Lot do Londynu upłynął w miłej atmosferze. Personel powitał nas po angielsku. Mój wnuk, lokalny patriota, był rozczarowany brakiem polskiego powitania. Rozweselił się dopiero, gdy po polsku odezwał się pilot Bartłomiej Żuk.

– To nasz prezydent jest też pilotem? – zapytał zaskoczony wnuk.

Po krótkim pobycie w Londynie, powrót. Odlot 7.30 to fatalna pora dla rodzin z dzieckiem, ale Wizz Air tak wylatuje z Londynu, wyboru nie ma. Już o 5.30 trzeba być na lotnisku, doliczając 2 godziny na dotarcie do Luton robi się 3.30. Budzić dziecko o 2.30 to wyzwanie wymagające niezwykłej cierpliwości. Nocowanie na lotnisku odradzam, personel sprzątający przegania drzemiących pasażerów z miejsca na miejsce mniej więcej co 2 godziny, informując o pobliskim hotelu.

Odprawa w Londynie bez kłopotów i przylot też zastrzeżeń. Lublin lotnisko wita przyjaźnie przybyłych i już prawie w domu. A tu niespodzianka – mój SMS nie dotarł i nikt po nas nie przyjechał. Pytam w informacji, jak dostać się do miasta.

– Polecam „szyno bus”, jedzie na dworzec kolejowy.

– A do centrum?

– Autobus przez Świdnik do Lublina na Plac Zamkowy właśnie czeka.

Faktycznie, autobus czekał na ostatnich podróżnych. Kierowca uprzejmy, sprzedawał bilety po 6 zł . Gdy zapytałam o zniżki dla opiekunów osób niepełnosprawnych, pan wpadł w zakłopotanie.

-To prywatna komunikacja, a jak Pani jeździ autobusem? – dopytywał

– Mam zniżkę 78%, a w MPK za darmo jako przewodnik osoby niedowidzącej.

-No dobrze, to Pani zapłaci połowę – ugodowo zdecydował kierowca.

Rzut okiem na autobus. Czysty, schludny, ale pojazd niedostosowany dla niepełnosprawnych. OBCIACH! Schody w autobusie były tak nieprzyzwoicie wysokie, że nie tylko niepełnosprawnego wprawiłyby w kłopoty, ale i każdą mamuśkę z dzieckiem w wózku i starszego pana o kulach czy lasce i mnie, opiekunkę słabo widzącego dziecka też. Bagaże zamiast do luku zostały wniesione do środka autobusu, pozostawione na przejściu, co uniemożliwiało jakiekolwiek przemieszczenie się pasażerów w autobusie. Jadąc z lotniska tym autobusem jeszcze raz przekonałam się, jak mało myśli się o niepełnosprawnych podróżnych. Taki stan rzeczy obserwujemy zaraz po wyjściu z pięknego europejskiego lotniska. Czuję niesmak i rozgoryczenie. Mam wielu przyjaciół na wózkach i wiem jak im przykro, gdy napotykają takie przeszkody. To dyskryminacja.

Wierzę, że ten problem jest rozwiązany w jakiś inny sposób, który umknął mojej uwadze. Jednak w tym autobusie jeszcze raz doświadczyłam, jak codzienne problemy niepełnosprawnych są lekceważone. Jest ROK 2013, pomyślcie o nas w każdej takiej sytuacji. My też nie lubimy problemów, my też jesteśmy obywatelami i płacimy podatki.

Danuta Gołębiowska

Copyright Ⓒ 2011 - 2016 LFOON-SW

Administrator 2011 - 2016 Mateusz Urbański