BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Artykuły powrót
14 Lipiec 2013

Wam to dobrze…

Dzwoni do mnie znajoma:

– Cześć.

– Cześć.

– Co słychać?

– A dziękuję. U nas OK. Właśnie jesteśmy w Sanatorium w Ciechocinku.

– Aaaaa …… z Sebastianem?

– No tak, przecież my bez niego nigdzie nie wyjeżdżamy.

– Aaaaa……  Wam to dobrze, co roku wyjeżdżacie na wypoczynek.

– Staramy się, przecież Sebastianowi potrzebna jest kompleksowa rehabilitacja.

– Ale jedziecie we troje, razem… Wam to dobrze…

– No wiesz, sama już nie radzę sobie technicznie z jego niepełnosprawnością. Przecież to już dorosły facet, ma 23 lata.

– No tak, no tak …Wam to dobrze…

– Dobrze …tak …czego i Tobie życzę, co by to „DOBRZE” nie znaczyło.

– Cześć.

– Cześć.

A w naszym wydaniu „dobrze” wygląda tak:

Jechaliśmy do Ciechocinka osiem godzin, z przerwą za Warszawą na rozprostowanie kości przez Sebka i podaniu mu coś do jedzenia, a przede wszystkim leków (wyjechaliśmy o 5 rano). Sebek jest zaopatrzony w leki nie tylko te, które przyjmuje na stałe, ale również na zapalenie bakteryjne oczu, które przyplątało się przed wyjazdem. Na stacji paliw położyliśmy Go na kanapie narożnej wzbudzając zdziwienie personelu i innych klientów. Po zjedzeniu śniadania znowu leżenie, bo trzeba przemyć oczy solą fizjologiczną i zapuścić krople. Po 40 minutach ruszamy w dalszą drogę, wyposażeni w karimatę, gdyby zaszła konieczność natychmiastowego zatrzymania się w trasie na zmianę pozycji syna (podwichnięte stawy biodrowe bolą w najmniej odpowiednim momencie).

Sebek jest dzielny i o godz. 13 meldujemy się w Sanatorium Wrzos. Nowe otoczenie, dużo ludzi, obcy lekarz i pielęgniarki, nowe dźwięki, dyskomfort spowodowany chorobą powodują ogólne pobudzenie Sebka. Następnego dnia syn sygnalizuje ból ucha. Niestety tego dnia w Ciechocinku nie przyjmował już laryngolog i musimy jechać do Aleksandrowa Kujawskiego do szpitala, gdzie otrzymujemy pomoc i kolejne lekarstwa tj. antybiotyk doustny, tabletki osłonowe na żołądek i krople do ucha. Jakby było mało, za dwa dni u Sebka pojawia się zapalenie jamy ustnej i kolejne lekarstwa.

Przez najbliższe dni funkcjonujemy mniej więcej tak: godzina 6.15 pobudka, szybka toaleta poranna, krople do oczu i ucha. Sebek zjada co nieco, żeby wziąć antybiotyk, ja biegnę na basen, Sebek z tatą załatwiają toaletę i przygotowują się na rehabilitację. Przychodzę z basenu, szybki prysznic i przebieram się na zajęcia na sali. Po powrocie po 40 minutach prysznic i szybka zmiana garderoby, płukanie jamy ustnej Sebka i na śniadanie. Mam pół godziny, aby nakarmić syna i sama zjeść, bo o 9.30 mam masaż. Powrót i dalsze leczenie jamy ustnej. Przebieramy Sebka w kąpielówki i szybko do windy, na którą czasami trzeba poczekać i kilka minut, gdyż jest dużo korzystających. Meldujemy się na kąpieli solankowej. Niestety nie ma tu leżanki, więc musimy przebierać syna w bardzo niewygodnej pozycji tj. na kolanach taty i częściowo w „locie”. Podczas kąpieli jedno z rodziców asekuruje „Młodego” tj. trzyma Go w wannie. Rodzice wychodzą w mokrych ubraniach gdyż przebieraliśmy Go po zabiegu tak samo jak przed 🙁 . Znowu krople do oczu i uszu, płukanie jamy ustnej. Teraz ja biegnę na masaż wibracyjny, nie można się spóźnić, bo zabiegi przepadają. Po powrocie ciąg dalszy zabiegów pielęgnacyjno – leczniczych przy Sebku. Przebieramy się teraz w garderobę przeznaczoną specjalnie na okłady borowinowe i znowu do windy. Po 20 minutach rozgrzani i niestety wymazani borowiną wracamy do pokoju, aby się umyć i przebrać. Teraz Sebek ma masaż ręczny. Spóźniamy się 5 minut i masażysta  wykazuje przerost formy nad treścią (na następny masaż Sebek był o czasie, ale niedomyty po borowinie 😳 ). Przygotowanie do obiadu też w dobrym tempie. O 13.30 meldujemy się na stołówce. Mamy tylko pół godziny i znowu przebieramy Sebka w kąpielówki i biegiem na masaż hydropowietrzny. Tu na szczęście jest leżanka do przebrania syna, którą postawiono na moją prośbę (drugiej na kąpiele solankowe zabrakło). Po 15 minutach wracamy do pokoju znowu mokrzy (tak się dzieje przy asekuracji, podczas zabiegu i przy wyjmowaniu syna z wanny), podajemy leki i po 9 godzinach ciężkiej, ale dającej nam satysfakcję PRACY zaczynamy wypoczynek. Średnio przenosząc syna z i do wózka przenosimy około 800 kg. I nie jesteśmy „ciężarowcami” 😉

Pozdrawiamy z Ciechocinka wszystkich wypoczywających, szczególnie tych,  którym jest Dobrze 😉

*- Sebastian (dla niewtajemniczonych) 23-latek z mózgowym porażeniem dziecięcym o postaci czterokończynowej z atetozą, poruszający się na wózku, zależny od osób trzecich.

Anna Szmidt

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW

%d bloggers like this: