BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Zapisz się na newsletter

21 Grudzień 2011

Wola istnienia … Daniel Szarpak

,,Nazywam się Daniel Szarpak znajomi mówią do mnie Rychu. Mam 26 lat  i mieszkam w pięknej wsi Wola Uhruska w województwie lubelskim.

    Gdy miałem dziesięć miesięcy, moja mama zauważyła, że sam nie siedzę, nie raczkuję tak jak moi rówieśnicy, że ogólnie coś jest ze mną nie tak. Miała podstawy do tego, ponieważ przy moim porodzie było wiele komplikacji,  lekarze za późno zrobili cesarkę i byłem przez prawie godzinę po porodzie martwy, nastąpiła reanimacja i po około 50 minutach udało im się mnie odratować.

    Lekarze po przeprowadzeniu szeregu różnorodnych badań, zdiagnozowali u mnie cztero kończynowe porażenie mózgowe z dodatkową „atetozą” (mimowolne ruchy niezależne ode mnie).

   Dla mojej mamy był to szok, ale nie załamała się,  zaczęła ze mną jeździć na rehabilitację. Strasznie tego nie lubiłem. Pamiętam to jak dziś, jak się wymigiwałem od ćwiczeń, ale teraz wiem, że to wszystko było dla mojego dobra.

 Malarstwo – moja pasja

  Pierwsze sanatorium jakie pamiętam, znajdowało się w Busku Zdroju, szpital „Górka”. Nie pamiętam już ile razy tam byłem, ale na pewno nie mniej niż 15. Bardzo mi się tam podobało, a szczególnie lekarz u którego byłem na oddziale.

   Każdy pobyt w tym miejscu bardzo mi pomagał, a najbardziej różnego rodzaju zabiegi- basen, borowina, masaże wodne, a najbardziej skuteczne były kąpiele siarkowe, które bardzo mnie wzmacniały.  Miło wspominam też terapię zajęciową, na której każde dziecko miało  swój „raj” na ziemi, można było malować, bawić się,  rysować itd.

   Zacząłem od układania puzzli stopami. Pewnie wielu z was zadaje sobie teraz pytanie, dlaczego stopami a nie rękoma? A to dlatego, że odkąd zacząłem interesować się samochodami typu resoraki znacznie łatwiej było mi popchać je stopą niż ręką. Od tego czasu nogi zastąpiły mi w jakiś sposób ręce.  Wszystko  nimi robiłem.

   Właśnie dzięki terapii zajęciowej zacząłem malować obrazy. Na początku kolorowymi farbami, co mi się średnio podobało, bo będąc typem pedanta nie lubiłem się brudzić. Pani opiekun zaproponowała mi, abym spróbował wyklejać plasteliną. Pomyślałem czemu nie spróbować. Robiła mi różne szkice, które miałem wyklejać. Przyznam szczerze, że całkiem nieźle mi to wszystko wychodziło. Robiłem te obrazy wieloma metodami: wałeczkami, kulkami aż doszedłem do wycierania. Nauczyli mnie łączyć kolory, co dawało taki sam efekt jakbym malował farbami.

 Swoje „małe dzieła sztuki” robię do dnia dzisiejszego, potem sprzedaję je,  najczęściej latem u siebie w miejscowości, podczas festynów rodzinnych lub  dożynek. Zdarza się, że wykonuję obrazy na specjalne zamówienie albo tak po prostu daję je w prezencie moim znajomym. Sprawia mi wielką przyjemność, kiedy widzę jak ktoś bardzo się cieszy kiedy wręczam mu obraz i ten blask w oczach… Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć…

 Prawdziwy przyjaciel

   W swoim życiu miałem wiele wzlotów i upadków. Najgorzej wspominam okres kiedy dorastałem. Moi rówieśnicy strasznie mnie  upokarzali, w różny sposób, w różnych sytuacjach. Ale nie poddawałem się tak łatwo, robiłem wszystko żeby im pokazać, że pomimo tego, że jestem niepełnosprawny jestem człowiekiem takim jak oni. W tedy  poznałem Bartka, mojego serdecznego przyjaciela, który zaakceptował mnie takim, jakim jestem. Wychowywaliśmy się razem, spędzaliśmy razem całe dnie. Przychodził do mnie, razem bawiliśmy się, chodziliśmy na spacery, na ryby, na mecze. Kiedy mieliśmy po 16-17 lat zaczął mnie zabierać do baru, na dyskoteki, ogniska, na dziewczyny:) Byliśmy jak takie dwie papużki nierozłączki. Opiekował się mną, ubierał, karmił. Pokazał mi, a przede wszystkim ludziom dookoła,  że jestem taki sam jak ludzie pełnosprawni. Pokazał mi czym jest życie,  dzięki temu, teraz nie mam problemów ze społecznością.

   Pamiętam jak dostałem pierwszy wózek elektryczny na którym sam mogłem się poruszać. Nie przepuszczałem, że Bartek będzie o niego zazdrosny. Obawiał się, że już mi nie będzie potrzebny. W dalszym ciągu spędzaliśmy czas razem z tą jednak różnicą, że już nie musiał pchać mojego wózka tylko szedł obok mnie. Jednak szara rzeczywistość  nas rozdzieliła. Bartek wyjechał do pracy do innego miasta, poznał tam kobietę, ułożył sobie życie i teraz bardzo rzadko się widujemy. Jednak jeśli jest to tylko możliwe, spotykamy się, wspominamy stare dobre czasu i spędzamy miło czas w swoim towarzystwie. Nigdy nie zapomnę tego jak mi w życiu pomógł. Był, jest i będzie dla mnie jak BRAT…

 Jeżeli chodzi o edukacje szkolną to ukończyłem szkołę podstawową i liceum o profilu informatycznym z maturą. Zdawałem egzaminy na studia, ale niestety nie dostałem się na wymarzony kierunek, a za rok już nie chciało mi się próbować…

 LKS Vitrumu Wola Uhruska

  W sezonie 2007/2008 spełniło się moje życiowe marzenie. W wakacje 2007 roku poznałem Artura,  po kilku spotkaniach i rozmowach zaproponował mi,  żebym został jego asystentem w klubie piłkarskim. Nie mogłem w to uwierzyć, na początku myślałem że to jakiś żart…

 Od małego kochałem football i marzyłem o tym aby pełnić funkcję trenera. Nigdy nie sądziłem, że się to  spełni,  a jednak. Od samego początku  starałem się udowodnić piłkarzom jak i działaczom klubu, że to był dobry wybór. Uzgodniłem z Arturem, że będę trenerem od bramkarzy. Przygotowywałem im specjalne treningi, które oni musieli wykonać. I znowu szok… Muszę przyznać, że bardzo solidnie do tego podchodzili. To jednak było dla mnie za mało, postanowiłem wypromować jakoś  chłopaków i  klub. Zrobiłem stronę internetową dla klubu LKS Vitrumu Wola Uhruska. Było  to dla mnie kolejne wyzwanie, ponieważ nigdy wcześniej nie robiłem stron. Ale po wielkich staraniach udało mi się… I muszę przyznać, że  jak na pierwszą stronę w życiu to całkiem niezła mi wyszła – najważniejsze, że chłopakom się podoba. Największym sukcesem dla mnie i Vitrumu był moment kiedy zajęliśmy trzecie miejsce. Zaczął się mały szum wokół mojej osoby, bo dla mediów to była wielka sensacja, że chłopak na wózku jest trenerem. Udzieliłem wywiadu w gazecie. Potem telewizja złożyła mi propozycję nakręcenia reportażu. Trochę się wahałem, ale w końcu się zgodziłem. Zrobiłem to dla chłopaków z klubu i dla takich ludzi jak ja. Pomyślałem, że reportaż ten  uświadomi ludziom pełnosprawnym jak dużo mają, czego ja nigdy w życiu nie miałem i pewnie nie będę miał…

 I co dalej ?

 Mam wiele marzeń i planów na przyszłość. Przede wszystkim chciałbym dalej pracować na stanowisku trenera.

Po drugie chciałbym mieć profesjonalną rehabilitację,  taką jaką przeszedłem w Krasnobrodzie. Trafiłem tam na magistra rehabilitacji, który nie cackał się ze mną,  tylko ćwiczył!!! Miałem tzw. redresje,  po każdym takim ćwiczeniu wychodziłem z płaczem,  a czasami nawet zdarzało się, że zwracałem z bólu. Długo nie mogłem się przełamać i czułem strach przed tym facetem,  ale po kilku tygodniach efekty tej ciężkiej pracy były widoczne.

 Myślę, że jakbym miał taką rehabilitację na co dzień to mógłbym może nie stanąć na nogi, ale wierzę i czuję, że w dużym stopniu dałoby się mnie wyćwiczyć. Niestety, moja mama już ma swoje lata i nie daje rady, bo do mnie trzeba dużo sił żeby cokolwiek zrobić. Po za tym mamy słabą sytuację finansową w domu, aby móc sobie pozwolić na opłacenie rehabilitanta.

Po trzecie chciałbym zacząć  studiować…

Po czwarte chciałbym mieć swojego menadżera, który promowałby moje obrazy i je sprzedawał.

Po piąte chciałbym być szczęśliwy …………”

 Daniel Szarpak

Strona internetowa Daniela

Copyright Ⓒ 2011 - 2016 LFOON-SW

Administrator 2011 - 2016 Mateusz Urbański