BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Konkurs na relację powrót do relacji konkursowych
18 Listopad 2011

Wspomnienia

Dzieciństwo i młodość.

Nazywam się Jadwiga Karczewska. Od 3-go roku życia jestem osobą z niepełnosprawnością ruchową. Jak sięgam pamięcią zawsze byłam aktywna. Wychowywałam się na wsi. Do szkoły podstawowej miałam dosyć daleko.  3,5 km w jedną stronę, którą to odległość pokonywałam na własnych nogach (wtedy chodziłam bez kul). Właśnie takie warunki zmusiły mnie do tego, że nigdy się nie poddawałam.

Będąc w szkole średniej (był to rok 1968) zetknęłam się ze sportem dla niepełnosprawnych.

Później pracując – czynnie uprawiałam sport inwalidzki. Najpierw pływanie, później lekkoatletykę do roku 1986. Należałam do Zrzeszenia Sportowego „Start”. Początkowo w Warszawie (z tamtych okolic pochodzę), później w Lublinie.  Często wyjeżdżałam na: zgrupowania, zawody regionalne, ogólnopolskie  jak i międzynarodowe. Trochę uzbierałam nagród (książki, dyplomy, medale). Z tamtych lat zachowały się tylko trzy fotografie.

Obóz żeglarski Giżycko 2007 r.

Od kiedy Internet na dobre „zamieszkał” w moim domu – byłam bliżej wielu informacji.

Pewnego dnia dostałam e-maila z propozycją wyjazdu na kurs żeglarski do Giżycka. Nie byłam pewna czy uda mi się uzyskać Zaświadczenie od lekarza z obowiązkowym wpisem „Nie ma przeciwwskazań do uprawiania żeglarstwa”. Lekarz z niedowierzaniem czytała Ankietę, że  Związek Żeglarzy Niepełnosprawnych prowadzi takie szkolenia. Uzyskawszy Zaświadczenie szybko wysłałam wszystkie dokumenty. Po dwóch tygodniach otrzymałam potwierdzenie, że mogę wziąć udział w kursie.

Tak też znalazłam się na kursie żeglarskim w maju 2007 r. W Giżycku pogoda była piękna, dlatego wykłady często odbywały się na świeżym powietrzu.

Każdy myślał, że będzie luz, a tu zaskoczenie. Na pierwszym spotkaniu przedstawiono kadrę i rozkład zajęć. Powiedziano tak, że jeśli pogoda będzie odpowiednia do żeglowania to będziemy uczyć się pływać.

Pierwszy kontakt z łódką a szczególnie z terminologią żeglarską był dla większości niezrozumiały.

Szybko musieliśmy poznawać określenia i komendy żeglarskie, które trzeba było stosować przy kolejnych wypłynięciach. Jeśli pogoda była sprzyjająca żeglowaniu (odpowiedni wiatr) nauka szła dobrze. Natomiast, gdy zaskoczył nas deszcz i bardzo silny wiatr wtedy było niebezpiecznie i nerwowo. Na niektórych łódkach zostały uszkodzone (podarte) żagle. Tych kursantów przed nadchodzącą burzą, wraz z łódkami trzeba było szybko holować ze środka jeziora do przystani. Wtedy każdy kto doświadczył takich przygód miał duszę na ramieniu – ja również.

W deszczowe i bardzo wietrznie dni, mieliśmy wykłady i naukę robienia węzłów żeglarskich w bazie. Ach te węzły żeglarskie! Pomyśleć, że z kawałka odpowiedniej długości linki można wyczarować tyle różniących się od siebie węzłów. Każdy z węzłów był ważny i spełniał swoją rolę. Tego wszystkiego uczył nas instruktor Andrzej Kwiatkowski.

Dni odmierzane posiłkami, wykładami i nauką pływania mijały bardzo szybko. Jeszcze nie zdążyliśmy się ze wszystkim dokładnie oswoić a już zbliżał się czas egzaminu i powrotu do domu. Na zakończenie  pobytu, wszyscy wspólnie przygotował ognisko i pieczenie kiełbasy. Do późna w nocy po terenie Almaturu niósł się śpiew: harcerskich i obozowych piosenek, oraz szant.  Tak oto obóz żeglarski w moim życiu przeszedł do historii.

Kurs nurkowy Ciechanów marzec 2010 r.

Przeglądając stronę internetową  Fundacji „Tacy Sami” wypełniłam ankietę, która zawierała pytania m. innymi o: zainteresowania, hobby, etc.

Po jakimś czasie dostałam propozycję wzięcia udziału w obozie nurkowym. Decyzję miałam podjąć  w ciągu trzech dni. Trochę się obawiałam o zdrowie. To był marzec, ja zawsze pływałam nigdy nie nurkowałam. Zadzwoniłam by zapytać o szczegóły.

Po rozmowie z założycielką Fundacji p. Agatą Kopeć postanowiłam, że spróbuję i tak w marcu 2010 roku znalazłam się w Centrum Olimpijskim w Ciechanowie, na obozie HSA.

Zajęcia praktyczne i teoretyczne z podstaw nurkowania odbywały się 2 razy dziennie, na  basenie. W tajniki ABC nurkowania wprowadzali nas instruktorzy współpracujący ze Stowarzyszeniem CTP „Nautica” w Krakowie.

Zajęcia rozpoczęły się na basenie od małej części pokazowo – teoretycznej prowadzonej przez p. Joannę Pajdak – Madetko.

W ciągu całego pobytu (trzy dni) byliśmy pod bardzo troskliwą opieką doświadczonych nurków.  Podczas zajęć praktycznych na basenie, każdym uczestnikiem kursu opiekowało się dwoje instruktorów.

Po zdobyciu pierwszych szlifów nadszedł czas pożegnania i powrotu. Na uroczystej pożegnalnej kolacji wręczono nam Certyfikaty z ukończenia podstaw nurkowania. Później odbył się obrzęd pasowania kursantów obozu w poczet braci nurkowej. Każdy z uczestników otrzymał od  instruktora mocnego klapsa płetwą.

Prezes Fundacji p. Agata Kopeć poinformowała nas, że dalszy etap nauki nurkowania odbywać się będzie na wodach otwartych w Polsce i w Chorwacji.

Tydzień po powrocie do domu dostałam powiadomienie z terminem szkoleń nurkowych na wodach otwartych.  Wybrałam Chorwację. I tym razem trzeba było szybko się decydować (wpłacając zaliczkę). Jedyny wolny termin pozostał we wrześniu. Zaczęłam powoli  załatwiać wszystkie sprawy związane z wyjazdem. Najważniejszym dokumentem było „Zaświadczenie” od lekarza dopuszczające do nurkowania oraz paszport. Na szczęście paszport miałam wcześniej wyrobiony.

Obóz HSA – Chorwacja – Hvar – Stari Grad 18 – 25.09. 2010r.

Przejazd do Chorwacji w obie strony, zaplanowany był autokarem rejsowym firmy Glob Turist.

Dla mnie przygoda rozpoczęła się w Warszawie o godz. 8.00. Po załadowaniu wszystkich bagaży ruszyliśmy w kierunku Wrocławia, Krakowa, Katowic, by zabierać wszystkich uczestników i instruktorów, wraz z Ich ekwipunkiem.

Podróż przebiegała spokojnie. Przerywana była wyznaczonymi postojami na trasie w celu: zatankowania paliwa, skorzystania z toalety, czy zjedzenia czegoś gorącego. W dzień z okien autokaru mogliśmy podziwiać mijane miejscowości. W nocy wszyscy legli pokotem przyjmując w miarę możliwości najwygodniejszą w danej chwili pozycję do spania. Tym razem bardzo przydała się mała poduszka „jasiek” i koc poralowy.

Tak przejechaliśmy Czechy, Słowację, Austrię, Węgry. Wczesnym rankiem znaleźliśmy się w Dalmacji. Pogoda zapowiadała się słoneczna. Mimo bardzo wczesnej pory  było ciepło. Powiewał lekki wiatr, kołysząc mnóstwem masztów na łódkach, zacumowanych u nabrzeża.

Na terenie świetnie urządzonej i wyposażonej Mariny, niektórzy podobnie jak ja, zrobili poranną toaletę.  Po krótkim  postoju ruszyliśmy do Splitu.

W Splicie okazało się, że musimy czekać około dwie godziny na prom. Korzystając z wolnego czasu – ja,  jak i pozostali uczestnicy, poszliśmy zwiedzać najbliższą okolicę przylegającą do portu.  Dalej punktualnie o wyznaczonej godzinie wszyscy stawili się u nabrzeża do wejścia na prom.

Płynęliśmy na wyspę Hvar. Podróż trwała ponad dwie godziny.

Z przystani promowej na Hvarze, do miejsca bazy nurkowej „Nauticy” , w miasteczku Stari Grad dojechaliśmy busami. Zakwaterowani zostaliśmy blisko zatoki w hotelu Lavenda. Z okien hotelu słychać było przepływające kutry i większe jednostki żeglowne.

Po  bardzo bogatej kolacji składającej się z mnóstwa dań (m. innymi – owoców morza) w formie „stołu szwedzkiego” spotkaliśmy się na tarasie, by wspólnie się przedstawić, omówić plany na następny dzień.

Tak oto zaczęła się moja prawdziwa przygoda nurkowa.

Rezerwując wyjazd obawiałam się, że o tej porze będzie zimno. Pogoda tylko w pierwszym dniu zajęć przywitała nas deszczem. Następne dni były ciepłe i słoneczne.

Odkrywając Hvar

Wyspa Hvar jest najdłuższą chorwacką wyspą. Należy do archipelagu środkowej Dalmacji. Jest najbardziej nasłonecznionym miejscem w Chorwacji. Kojarzona jest z zapachem lawendy, rozmarynu, szałwii, oraz innych ziół. Panuje tu klimat śródziemnomorski. Uprawiane są gaje oliwne, winnice, palmy i figowce, Dzięki łagodnemu klimatowi, ciepłym zimom i łagodnym latom, wyspa przyciąga wielu gości: podróżników, żeglarzy i nurków. Przez wody Hvaru przebiegają wszystkie szlaki żeglugowe w Chorwacji.

W śród skalistych brzegów, otoczone kilkoma malowniczymi zatokami leży najstarsze miasto na

wyspie – Stari Grad (tł. Stare Miasto) rówieśnik Arystotelesa. Miejsce pierwszego osadnictwa. Analogicznie, Stari Grad stał się pierwszą bazą wypadową nurków z Centrum Turystyki Podwodnej „Nautica”.

I zaczęło się! Wykłady, odprawa a potem do wody nura.

Po śniadaniu zabieraliśmy potrzebne rzeczy i schodziliśmy  kilkadziesiąt metrów do bazy. Każdy dzień zaczynał się od omówienia wszystkiego co mamy w tym dniu zrobić.

Dzień pierwszydobranie sprzętu: pianki,  maski, płetw, kaptura, kamizelki ratowniczo – wyrównawczej „jacketu”, balastu obciążającego, butli z tlenem. Sprawdzanie drożności  inflatora i butli.  Mocowanie butli do jacketu. Następnie instruktorzy omawiali szczegóły  zagadnień, tak dla słyszących i widzących jak i niesłyszących i niewidomych kursantów. Kolejny etap to wykłady i pokazy filmów w sali. Po teorii przyszedł czas na wejście do wody w zatoce. Każdy dzień nurkowania kończył się obowiązkowym płukaniem sprzętu w słodkiej wodzie i wieszaniem pianek i jacketu, by wyschły.

Musiałam nauczyć się zakładać piankę. Sprawiała mi najwięcej trudności. Była b. obcisła. Całe szczęście, że zawsze można było liczyć na instruktorów. Momentu wejścia do wody nigdy nie zapomnę. Wiał silny wiatr i padał deszcz. Po zanurzeniu zrobiło mi się słono w ustach. Brakowało mi śliny. Musiałam co chwilę zwilżać usta słodką wodą. Później było coraz lepiej.

Trzy dni nurkowaliśmy przy bazie „Nauticy”. Ćwiczyliśmy: regulowanie oddechu, przedmuchiwanie maski pod wodą, napełnianie kamizelki ustnie i przy użyciu inflatora, pływanie ze sprzętem, wyrównywanie ciśnień, przedmuchiwanie i oczyszczanie aparatu, zalewanie maski ( ta czynność wychodziła mi szczególnie dobrze). Kontrolowanie: ciśnienia w butli, głębokości, wynurzania, obserwacja życia podwodnego. Oddychanie z alternatywnego źródła, zdejmowanie maski, wyrównywanie oddechu, uzyskanie neutralnej pływalności.

W czwartym dniu po części teoretycznej przyszedł czas na wyprawę „Bajkonurem” (łodzią).  Płynęliśmy do Fiordu, by dalej ćwiczyć oddychanie z alternatywnego źródła, zdejmowanie maski, bomblowanie i zwiedzanie podwodnego świata. Miałam problem z utrzymaniem prawidłowej pozycji przy zanurzaniu. Dzięki troskliwej opiece Kasi Jędryki, Przemka Wojciechowskiego i Norberta  Paczyńskiego, każdy błąd był korygowany.

Dzień piąty zaczął się w bazie wykładami i objaśnieniami do czekającego nas egzaminu teoretycznego. Następnie był rejs szkoleniowo – turystyczny do Mario Bay, gdzie ćwiczyliśmy: oddychanie partnerskie, kontrolowane wynurzenie awaryjne z użyciem alternatywnego źródła powietrza, obserwacja podwodnego życia zwierząt.

Świat podwodny jest diametralnie inny od tego na powierzchni. W głębokich uskokach skalnych sięgających kilkunastu metrów można było podziwiać pomarańczowe rozgwiazdy, kujące jeżowce, maleńkie granatowe rybki, leniwe i ospałe ośmiornice, które chowały się pod uskoki skalne.

W dniu egzaminu – szóstym, towarzyszył nam lekki stres. Gdy emocje związane z egzaminem opadły wypłynęliśmy na ostatnie nurkowanie do zatoki Stepenice. Występują tam malownicze formacje skalne: ścianki, progi i nawisy. Piękne światło i mnogość życia. Przyjemne, proste nurkowanie idealne dla początkujących nurków i fotografów podwodnych. Po obowiązkowych ćwiczeniach pływania po powierzchni z pełnym sprzętem oraz próbie holowanie nurka ze sprzętem, niektórzy robili: podwodne filmy i zdjęcia.

Na zakończenie nurkowań przez kursantów, karda instruktorska dała popis swoich umiejętności, radości i odwagi – skacząc z łodzi bez sprzętu bezpośrednio do wód zatoki. Szkoda, że nie miałam kamery by to utrwalić. Coś wspaniałego!!!  Dla tych chwil warto żyć!

Wreszcie przyszedł czas na uroczyste oficjalne zakończenie, tak naszego kursu, jak i sezonu nurkowego w Chorwacji. Po kolacji przygotowano sprzęt grający, herbatę, ciastka, paluszki.

Kierownik ośrodka wygłosił na tę okoliczność stosownie piękną przemowę. Dziękował wszystkim kursantom i kadrze za: wkład, zaangażowanie, upór w pokonywaniu własnych niedogodności i słabości, oraz bardzo przyjazną atmosferę i wzajemną pomoc. Zapraszał nas na następny sezon.

Rozdano certyfikaty na stopień Open Water Scuba Diver (federacji HSA). Zaczęły się tańce.

Następnego dnia musieliśmy stawić się w bazie spakowani, gotowi do powrotu.

W dniu wyjazdu Chorwacja „płakała”, że odjeżdżamy – żegnając nas obfitym deszczem, wiatrem i zimnem. Tydzień minął niezwykle szybko. Pozostały: fotografie, wspomnienia, wymiana, adresów, wizytówek, uścisków, całusów. Szkoda było wyjeżdżać!!! Tak, jak mówią Czesi „To se nie vrati”.

O miłej i przyjaznej atmosferze spotkań decydują ludzie, którzy w tych spotkaniach uczestniczą. Tak właśnie było i tym razem.

Jadwiga Karczewska

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW