BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Zapisz się na newsletter

27 Czerwiec 2016

Wywiady przeprowadzone w ramach projektu „Twórcy anonimowi”

Teatr jest ich pasją, kochają scenę i czują się na niej bezpiecznie. Występ przed publicznością wymaga odwagi, ale Oni tej odwagi uczą się od chwili gdy przekroczyli próg Warsztatu Terapii Zajęciowej – Teatroterapia Lubelska. Z ludzi całkowicie nieobecnych w życiu społecznym, stali się osobami rozpoznawalnymi i cenionymi. Poprzez swoje występy głośno mówią o tym, co zawarte jest w manifeście Teatru Ludzi Niepełnosprawnych: ”mamy prawo do tworzenia i uczestniczenia w kulturze i sztuce teatru, oraz do pełnowartościowego miejsca w życiu naszego miasta i naszego kraju oraz całego świata przez uznanie, iż tak samo czujemy, jak wszyscy normalni ludzie”. Udało im się to osiągnąć w czasie wieloletniej, ciężkiej pracy oraz przy zaangażowaniu i pomocy wielu terapeutów. Dziś mówią o sobie, że dzięki temu co dał im teatr czują się wolni, ponieważ jest on dla nich ważnym sposobem komunikacji ze światem. Teatr sprawił że przemówili, zostali wysłuchani i zrozumiani.

Szczególne miejsce w życiu uczestników WTZ zajmuje założycielka Fundacji i twórczyni Teatroterapii – Maria Pietrusza Budzyńska. Szefowa lub po prostu Maria – jak mówią o niej jej artyści – stworzyła w warsztatach niepowtarzalną rodzinną atmosferę. Dzięki temu uczestnicy zyskali poczucie bezpieczeństwa i przynależności do grupy, na której wsparcie i pomoc zawsze mogą liczyć. Otoczyła każdego opieką, nauczyła wszystkiego o teatrze, ale przede wszystkim – odwagi –  nie tylko tej potrzebnej na scenie lecz także w życiu codziennym.

O pasjach – nie tylko teatralnych – rozmawiałam z uczestniczkami WTZ – Teatroterapia Lubelska: Bożeną Ufniarz, Dominiką Mendel, Anną Mikusz i Mariolą Fus.

Zdjęcia aktorek Teatroterapii

Opowiedzcie, proszę o sobie Czytelnikom Biuletynu. W jaki sposób zostałyście uczestniczkami WTZ – Teatroterapia Lubelska?

BOŻENA UFNIARZ: Pochodzę z Lublina, gdzie skończyłam Specjalną Szkołę Zawodową o kierunku dziewiarz maszynowo – ręczny. Marię poznałam już w szkole, ponieważ miałam z nią zajęcia z wf-u.

zdjęcie  Bożeny Ufniarz

fot. Dominika Wiewióra

Po zakończeniu nauki nie pracowałam i głównie spędzałam czas w domu. Kiedyś, przypadkiem spotkałam Marię podczas spaceru. Podeszła do mnie, porozmawiałyśmy chwilę i dowiedziałam się, że prowadzi warsztat Teatroterapii. Wcześniej nigdzie o nich nie słyszałam. Wtedy zaproponowała mi, żebym do nich przyjechała i zobaczyła w jaki sposób działają, jakie mają zajęcia i czego mogłabym się na nich nauczyć. Przez parę dni obserwowałam wszystko co się działo. Spodobało mi się tu i postanowiłam się zapisać. Uczestniczką warsztatów jestem już od trzynastu lat.

Bożena Ufniarz-zdjęcie w charakteryzacji teatralnej

DOMINIKA MENDEL:  Urodziłam się w Lublinie w 1982 roku i tutaj obecnie mieszkam. Skończyłam Specjalną Szkołę Zawodową o kierunku ogrodniczym ale interesuję się rysunkiem, muzyką i tańcem.

Fotografia Dominiki Mendel

fot. Dominika Wiewióra

Ponieważ byłam dzieckiem autystycznym zaczęłam mówić dopiero w wieku sześciu lat. Najwcześniej zaczęłam rysować, bo już w czasach przedszkolnych a potem także w szkole. Mnie również pani Maria uczyła wf-u i jeszcze prowadziła szkolny teatrzyk, w którym występowałam. Dlatego trafiłam tutaj do Teatroterapii, bo znała mnie ze szkoły. Do warsztatów zaczęłam przychodzić jak miałam około dwudziestu lat, może trochę więcej.

Dominika Wiewióra w charakteryzacji teatralnej

ANNA MIKUSZ: Ja również pochodzę z Lublina i tutaj skończyłam szkołę specjalną. O warsztatach dowiedziałam się z Internetu. Przychodzę tutaj już od dziesięciu lat.

Zdjęcie Anny Mikusz

fot. Dominika Wiewióra

Anna Mikusz w spektaklu Isadora. Opowieść o kobiecie

fot. Aleksander Budzyński

MARIOLA FUS:  Mieszkam w Ciecierzynie, a na warsztaty do Lublina codziennie sama dojeżdżam busem. Mam wykształcenie zawodowe i skończyłam szkołę krawiecką ale muszę przyznać, że nie lubię szyć. Od tamtej pory nie miałam igły w rękach.

Zdjęcie Marioli Fus

fot. Dominika Wiewióra

Na warsztaty przyjeżdżam już dwadzieścia jeden lat, bo jestem tutaj od początku, czyli od 1995 roku. Pamiętam, że kiedyś Szefowa odwiedziła szkołę, w której się uczyłam i ogłosiła na lekcji, że zbiera ludzi na zajęcia. Tak trafiłam do Teatroterapii.

Mariola Fus w charakteryzacji teatralnej

Czy zanim zostałyście uczestniczkami WTZ Teatroterapia interesowałyście się teatrem lub jakimś innym rodzajem działalności artystycznej?

BOŻENA UFNIARZ: Zanim trafiłam na warsztaty chętnie oglądałam w domu teatr telewizji, a poza tym chodziłam na kurs tańców latynoskich.

DOMINIKA MENDEL:  Ja byłam dzieckiem autystycznym i od najmłodszych lat dużo rysowałam. Ta twórczość stała się moją pasją, ale było w niej też dużo konsekwencji. To co rysowałam, tak naprawdę było tym, co czułam i co chciałam powiedzieć innym. Więc to przede wszystkim była moja forma komunikacji z ludźmi.

ANNA MIKUSZ: Wcześniej nie interesowałam się sztuką. Bardziej lubiłam sport i grałam w piłkę nożną. Teatr poznałam dopiero tutaj.

MARIOLA FUS: Moją pasją jest gotowanie, chyba nawet większą niż teatr. Już w domu pomagałam mamie gotować kiedy jeszcze żyła ale dopiero w WTZ nauczyłam się wszystkiego. W teatrze też zaczęłam grać dopiero jak przyszłam na warsztaty. Teraz już nie występuję, bo dwadzieścia lat na scenie to dużo i kiedyś kończy się ta werwa. Obecnie, głównie zajmuję się gotowaniem obiadów dla grupy.

Opowiedzcie proszę, jak wygląda Wasz zwykły dzień w warsztacie. Jakie macie tutaj zajęcia?

BOŻENA UFNIARZ: Nasz zwykły dzień w Teatroterapii zaczyna się o ósmej rano, a kończy zazwyczaj o piętnastej. Przychodzimy rano i zaczynamy od rozgrzewki. Później wszyscy zbieramy się razem i robimy “prasówkę”, na której rozmawiamy na bardzo różne tematy. Na przykład omawiamy bieżące wydarzenia kulturalne czy polityczne. Sprawy osobiste oraz inne problemy również są poruszane w grupie. Po “prasówce” jest kolejna rozgrzewka i zazwyczaj każdy idzie do swoich zajęć. Grafik jest ustalany wcześniej i terapeuci wiedzą z jaką grupą mają pracować. Więc niektórzy idą na zajęcia plastyczne czy muzyczne, a inni na teatralne lub zajmują się gotowaniem albo sprzątaniem.

Jest u nas pracownia komputerowa, w poniedziałki są zajęcia z języka angielskiego. Od pewnego czasu przychodzi do nas również masażysta. Mamy jeszcze zajęcia z taekwondo, które prowadzi policjant. One są przede wszystkim po to, żebyśmy umieli się obronić, gdy ktoś z nas zostanie zaatakowany. Instruktor uczy nas tego, żebyśmy wiedzieli co będzie się z nami działo w momencie ataku.     

MARIOLA FUS: U nas w ogóle są nietypowe zajęcia. Jeden pan uczy nas jeździć na deskorolce. Niektórzy tak się w tym wyćwiczyli, że już prawie sami jeżdżą. Ja natomiast codziennie gotuję dla wszystkich obiady. Zwykle jest to drugie danie, bo zupa pojawia się u nas raczej rzadko. Lubię oglądać w telewizji programy kulinarne, a szczególnie “Kuchenne rewolucje” Magdy Gessler. Wzoruję się na jej przepisach i często powtarzam to, co ona ugotuje.

Ile osób liczy cała Wasza grupa?

MARIOLA FUS: W Teatroterapii jest w sumie dwudziestu pięciu uczestników i kilkunastu terapeutów.

Wiem, że Wasz warsztat słynie z twórczości teatralnej ale wspomniałyście o pracowni plastycznej i dlatego ciekawa jestem czym się zajmujecie w ramach tych zajęć?

Zdjęcie pracowni plastycznej

fot. Dominika Wiewióra

BOŻENA UFNIARZ: Niektórzy z nas wykonują z drutu konstrukcję do aniołków. Potem, w grupach anioły są oklejane papierem i malowane. Podobnie robimy też “Koziołki lubelskie”. Wykonujemy zaproszenia na studniówki i śluby, na Wigilię oraz z okazji Wielkanocy. Robimy kartki świąteczne. Później organizujemy kiermasze, na których sprzedajemy zrobione przez nas rzeczy. Kiermasze organizowane są zazwyczaj przed świętami, w różnych miejscach w Lublinie, na przykład w galeriach. Pieniądze ze sprzedaży przeznaczamy na wyjazdy, również te zagraniczne.

Fotografia aniołków i koziołków

fot. Dominika Wiewióra

DOMINIKA MENDEL: Ja, kiedy jeszcze wychodziłam z autyzmu – dużo malowałam. Tutaj w pracowni plastycznej również, ale często przychodziłam też do galerii “Art Brut”. Tam jest więcej miejsca i warunki są lepsze.

Dominika Mendel Portret

fot. Dominika Wiewióra

Dominiko, powiedz proszę, jaką techniką posługujesz się w swoich pracach?

DOMINIKA MENDEL: Próbowałam kiedyś trochę tworzyć farbami i nawet nieźle mi to wychodziło. Najważniejsze w farbach jest wczucie się w kolory. Jednak najbardziej lubię malować pastelami. Rysowałam też szkice ołówkiem.

Dominika Mendel Chrystus

 fot. Dominika Wiewióra

Jaka jest tematyka twoich prac?

DOMINIKA MENDEL: Maluję różnorodne rzeczy, takie które powstają w mojej wyobraźni. Kiedy przyszłam na warsztaty do Teatroterapii w moich pracach przeważał teatr, motywy teatralne, anioły. Inspiracją do pracy przedstawiającej Chrystusa, były obrazy które oglądałam w kościele. Miałam wtedy nauczycielkę – plastyczkę, która jest bardzo wierzącą osobą i ona poleciła mi ten temat. Ale malowałam również postacie związane z poezją. Ostatnio głównym tematem były krajobrazy i ludzkie twarze.

Obrazy Dominiki Mendel z cyklu MASKI.

fot. Dominika Wiewióra

Osoba autystyczna ma problemy w kontaktach z ludźmi i z otoczeniem, więc świat zewnętrzny musi przełożyć na swój wewnętrzny świat, związany z chorobą. Dlatego rysowałam twarze, bo to dawało mi możliwość zbliżenia się do ludzi, takiego oswojenia się z nimi i otwarcia na drugiego człowieka. Jest to forma terapii ale równocześnie pasja. Teraz maluję dużo mniej, tylko na specjalne okazje, bo już wyszłam z autyzmu. Poza tym, są inne obowiązki. Mam w domu psa i nim się zajmuję, a ponadto jestem wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych psów. Wyprowadzam je na spacery, zbieram dla nich żywność i dostarczam karmę na wyprawkę.

Jakie uczucia towarzyszą Ci kiedy malujesz. Czy mogłabyś o tym opowiedzieć?

DOMINIKA MENDEL: To jest takie bardzo subtelne i osobiste przeżycie. Czuję, że to mnie przede wszystkim uspokaja i uwrażliwia.

Dominika Mendel Anioł

fot. Dominika Wiewióra

Przejdźmy teraz do teatru. Chciałabym zapytać nad jaką sztuką obecnie pracujecie i o czym ona opowiada?

BOŻENA UFNIARZ: Pracujemy teraz nad sztuką pt. “Opera kartoflana”. Spektakl opowiada o naszym wyzwoleniu się z niepełnosprawności. Tańczymy hip – hop i śpiewamy różne piosenki. Ta sztuka nie jest jeszcze do końca zrobiona. Na razie jesteśmy mniej więcej w połowie. W “Operze kartoflanej” chodzi o to, żeby ludzie nas zrozumieli i nie traktowali jak worki kartofli. Jak każdy mamy prawo do bycia ważnymi osobami w społeczeństwie lubelskim.

Opera kartoflana_dekoracje

fot. Dominika Wiewióra

ANNA MIKUSZ: Scenografię stanowią między innymi litery składające się na słowa: “Opera kartoflana” i każdy z nas ma przydzieloną swoją rolę przy konkretnej literze. Są one powycinane ze sklejki i układamy z nich określone słowo, na przykład: AKTOR, RAP, ROLA. Spektakl ma pokazać widzom, że my także mamy prawo zaistnieć w sztuce, że mamy prawo zajmować się teatrem i żyć grając w teatrze. Nie zawsze tak było, że ludzi interesowała nasza twórczość. Kiedyś, jak występowaliśmy na “Nocy kultury” nie mieliśmy zbyt dużego zainteresowania. Ale kiedy odbyła się premiera “Spowiedzi w drewnie”, było już na niej dużo więcej osób.

Opera kartoflana_dekoracje

fot. Dominika Wiewióra

Powiedzcie proszę, jak długo pracujecie nad taką sztuką i jak wygląda proces przygotowywania się do spektaklu. Kto jest odpowiedzialny za powstanie kostiumów, scenografię? 

BOŻENA UFNIARZ: Do danej sztuki kostiumy wybiera Maria i mamy panią, która nam te kostiumy szyje, ponieważ jest krawcową. Do każdego przedstawienia kostium musi być dobrze uszyty. Zależy to od tego, jaka to jest sztuka i gdzie jedziemy, ale jakość zawsze jest ważna. Tak samo scenariusz i scenografię tworzy Szefowa. Maria wpada na jakiś pomysł, przychodzi i nam o tym mówi. Jest bardzo pomysłowym i kreatywnym człowiekiem. Później siadamy w grupie i omawiamy daną sztukę. Ustalamy co mamy robić. Szefowa wie, co każda osoba z naszej grupy potrafi i wtedy dobiera do poszczególnych osób konkretne role. Każdy musi włożyć w rolę coś od siebie. Następnie pracujemy nad rolami z Marią i innymi terapeutami. Na przykład na zajęciach muzycznych ćwiczymy taniec i śpiew. Pracują z nami m.in:. Leszek Tes, Jola Grabowska, Iwona Malinowska, Zula Radomska, Ewa Korol, Piotr (nasz kierowca) i jeszcze paru innych ludzi, czyli mnóstwo osób.

ANNA MIKUSZ: To jak długo pracujemy nad konkretną sztuką zależy od wielu rzeczy. Ale zazwyczaj trwa to około pół roku. W “Operze kartoflanej” oprócz tańca, mamy jeszcze teksty piosenek, których musimy nauczyć się na pamięć. Moja mama Danuta, która jest poetką napisała nam te teksty. Są to piosenki o niepełnosprawności, które opowiadają o bólu, o urodzeniu niepełnosprawnego dziecka i o losie dzieci niepełnosprawnych. Poszliśmy też całą grupą na koncert hiphopowy do “Graffiti”, żeby czerpać inspirację od artystów jak mamy się poruszać i śpiewać na scenie.

Czy wśród ról, które zagrałyście jest taka, która z jakiegoś powodu jest dla Was szczególnie ważna?

DOMINIKA MENDEL: Ja pamiętam rolę Malarki w spektaklu “Dell’arte”, która maluje postacie z obrazów innych słynnych artystów. Te postacie wyglądają jakby pochodziły ze Średniowiecza. To klauni, akrobaci i aktorzy, którzy ciągle podróżują, a na co dzień mieszkają w obozowisku. Tam tańczą i dają spektakle dla publiczności. Tworzą coś w rodzaju cyrku, ale są też bardzo nieporadni i prymitywni.

ANNA MIKUSZ: Najbardziej podobała mi się rola Kukaśki. Grałam ją w “Spowiedzi w drewnie”, która opowiada o tym, że święci są niezadowoleni z tego jak przedstawił ich rzeźbiarz.

BOŻENA UFNIARZ: Tę sztukę “Spowiedź w drewnie” napisał Jan Wilkowski, który pochodził z Poronina. Gramy ją w stylu góralskim, czyli w gwarze. Dekoracje do niej robił nam pan, który jest stolarzem, a Dominika Mendel namalowała Matkę Boską i to wszystko, co znajduje się na drewnianych dekoracjach.

MARIOLA FUS:  Dla mnie ważny jest spektakl “Isadora”. Jest tam taka scena, w której kobieta pragnęła dziecka, ale tego dziecka nigdy nie miała i wie, że nie będzie go mieć. Przedstawienie opowiada o macierzyństwie i o tym, że ludzie niepełnosprawni też mają prawo do miłości, do seksu i do zakładania rodzin.

Czego się nauczyłyście na warsztatach Teatroterapii i jak zmieniło się Wasze życie odkąd tu przychodzicie?

BOŻENA UFNIARZ: Najważniejsze jest to, że sama dojeżdżam na zajęcia. To dużo dla mnie znaczy. Poza tym jestem odważniejsza, bardziej otwarta na ludzi i dzięki temu czuję się wolna. Bardzo lubię też języki obce i dosyć szybko się ich uczę. Dzięki wyjazdom zagranicznym mam szansę się podszkolić. Umiem trochę angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Lubię te wyjazdy i zawsze interesuje mnie język i kultura kraju, który odwiedzam. Ostatnio byliśmy na przykład we Francji, gdzie graliśmy w teatrze francuskim. Jeździmy oczywiście na różne występy w Polsce. Niedawno byliśmy w Bieczu i graliśmy w tamtejszym kościele “Spowiedź w drewnie”. Mieliśmy również okazję występować w Teatrze im. Juliusza Osterwy w “Hamlecie”. Wprawdzie było to już dosyć dawno, ale graliśmy na scenie wspólnie z profesjonalnymi aktorami. To było dla nas wielkie przeżycie. Coś niesamowitego. Jestem bardzo zadowolona z tego, że trafiłam do Teatroterapii i czuję satysfakcję, że jestem pełnoprawnym obywatelem Polski i Lublina. Granie w teatrze daje nam poczucie współtworzenia kultury, która dzieje się w naszym mieście. To dla nas wiele znaczy. Chciałabym, żeby wszystkie osoby niepełnosprawne wiedziały, że w Lublinie są warsztaty, które dają szansę zmiany życia na lepsze, że istnieją osoby, które dużo umieją i dużo mogą od siebie dać innym. Dlatego warto przyjść, zobaczyć jak tu jest i się zapisać.

DOMINIKA MENDEL: Przede wszystkim przychodząc na warsztaty zyskałam samodzielność. Nauczyłam się tutaj gotować i robić zakupy, dzięki czemu lepiej radzę sobie z obowiązkami domowymi. Sama też przyjeżdżam na zajęcia. Byłam osobą z autyzmem, a w czasie pobytu w  Teatroterapii stałam się dojrzalsza i łatwiej mi panować nad emocjami. Jestem więc spokojniejsza i bardziej opanowana. Mimo tego, że wciąż zdarza mi się czasem zdenerwować, widzę u siebie dużą poprawę. Natomiast występowanie na scenie, dzięki kontaktowi z publicznością uczy odwagi, otwartości na ludzi i wrażliwości. Nasze spektakle są często dosyć dramatyczne, bo opowiadają głównie o niepełnosprawności. Dlatego teatr bywa czasem ciężką pracą, ale jest w nim też dużo zabawy. Wszystkim osobom z autyzmem życzyłabym odwagi do tego, żeby próbowały coś w swoim życiu zmienić. Wiem, że nie jest to łatwe i wymaga ciężkiej pracy, ale da się to osiągnąć.

ANNA MIKUSZ:  Ja się nauczyłam tutaj otwartości w stosunku do ludzi, odwagi i samodzielności. Wiadomo, że jak ktoś jest niepełnosprawny, często zostaje wykluczony. My natomiast mamy takie przesłanie, że chociaż jesteśmy inni, to mamy prawo i chcemy pracować jak wszyscy. Nieprawdą jest, że się do niczego nie nadajemy, bo także mamy swoje pasje, marzenia i umiejętności. Więc chciałam zaapelować, żeby osoby niepełnosprawne odważyły się wyjść z domu. Bądźcie odważni, ponieważ świat i teatr są dla was otwarte.

MARIOLA FUS: Myślę, że dla osoby niepełnosprawnej najważniejsze jest spotykanie się z innymi ludźmi. U nas w Teatroterapii panują stosunki kumpelsko – rodzinne, mimo, że mamy różne charaktery i bywa, że się ze sobą kłócimy. Poza tym nauczyłam się tu bardzo ważnej dla mnie rzeczy, która dała mi poczucie wolności. Przez dziewięć i pół roku dojeżdżałam na zajęcia warsztatowym busem. Trwało to tak długo, aż nauczyłam się tych wszystkich ulic na pamięć i wtedy postanowiłam, że od tej pory będę sama jeździć. Minęło już trzynaście lat jak sama dojeżdżam z Ciecierzyna i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

 

Zdjęcia Aleksandra Budzyńskiego ze spektaklu „Isadora. Opowieść o kobiecie”

 

Zdjęcia Aleksandra Budzyńskiego ze spektaklu „Spowiedź w drewnie”

Dziękuję za rozmowę.

Dominika Wiewióra

dominika.lfoon@gmail.com

Strona Projektu „Twórcy Anonimowi” na Facebooku: www.facebook.com/tworcyanonimowi

Strona – Fundacja Teatroterapia Lubelska: http://www.teatroterapia.lublin.pl/

twórcy_anonimowi logo projektuZrealizowane w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublin

Copyright Ⓒ 2011 - 2016 LFOON-SW

Administrator 2011 - 2016 Mateusz Urbański