BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Artykuły powrót
2 Maj 2018

Życie jest zadaniem do wypełnienia

W ostatnich latach wiele mówi się o osobach niepełnosprawnych, o ich niezłomności w walce z ograniczeniami, słabościami, niejednokrotnie z cierpieniem. Pokazuje się Ich walkę o niezależność, samodzielność, szacunek, godność. Prezentuje się Ich talenty, zdolności, osiągnięcia, pasje.

Mam przyjemność przedstawić czytelnikom biuletynu jednego z NICH. To Pan Zygmunt Marek Miszczak, który pasję poetycką dzieli z pracą zawodową, życiem rodzinnym, pracą społeczną w Lubelskim Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych jako redaktor w biuletynie www.niepelnosprawni.lublin.pl oraz w Lubelskim Stowarzyszeniu JESTEŚMY gdzie jest Prezesem. Autor takich wierszy jak   „Przydrożna kapliczka”, „Klęcząc przy sarkofagu”, „Modlitwa”, „Katyń” oraz wielu wierszy dla dzieci np. tomiku „Kup mi, mamo, gwiazdkę z nieba”.

Zdjęcie Zygmunt Marek Miszczak

Anna Szmidt: Panie Marku, spotkanie z Pana poezją to czysta przyjemność. Czym jest dla Pana poezja? Po co Pan pisze?

Zygmunt Marek Miszczak: Uprawianie poezji może wypływać tylko z potrzeby serca. Tutaj zaś kryje się i potrzeba dania świadectwa prawdom i wartościom, które przerastają autora, i chęć podzielenia się z odbiorcą własnym – niepowtarzalnym postrzeganiem świata, i pewien pęd do świetnej zabawy, jaką stanowić może dostarczanie przyjemności Czytelnikom. Aby jednak wszystko to mogło zostać urzeczywistnione, należy przestrzegać nienaruszalnej zasady, odnoszącej się tak do poezji, jak i do każdej innej dziedziny twórczości artystycznej: nie znosi ona konkurencji! W poezji mogę wyrazić się albo całkowicie i niepodzielnie, albo lepiej, bym się nią nie zajmował.

Jeśli poezja nie znosi konkurencji to rozumiem, że nie wzoruje się Pan na twórczości innych poetów?

Inspiruję się na pewno. Niezależnie od postawy społecznej Jana Brzechwy, humor, wigor i forma poezji tego znakomitego twórcy skłania nie tyle do naśladowania, ile do poszukiwania własnych dróg dotarcia z mądrym przesłaniem do najmłodszych Czytelników. To samo można powiedzieć o wierszach dla dzieci Juliana Tuwima. Równocześnie poezja będąca naśladownictwem, pozbawiona zatem oryginalności traciłaby walor wiarygodności. Mam nadzieję, że moje wiersze nie są wyrazem naśladownictwa.

Naśladownictwa nie zauważyłam, jednak spostrzegłam rytmiczność w Pana wierszach z pewną dozą melodyjności, która występuje również w wierszach mistrzów Brzechwy i Tuwima. Pewnie dlatego chętnie czytają Pańskie wiersze dzieci?

Zgadzam się z opinią, że klasyczna forma wiersza dla dzieci wyposażonego w rym, rytm i swoistą melodyjność ułatwia zadanie dotarcia do serc małych odbiorców. Odwołanie się do nich sygnalizuje bowiem zaproszenie do wspólnej z autorem zabawy, która może towarzyszyć przekazowi ważnych dla Czytelnika treści. Oczywiście, pisząc wiersze nie mogę koncentrować się na żadnym konkretnym wzorze.

Większość poetów pamięta swoje pierwsze kroki z poezją. A jak to wygląda u Pana? Czy początki sięgają lat dzieciństwa?

Te pierwsze kroki, choć z reguły nieporadne – rzutować jednak mogą (tak to było w moim wypadku) na przyszłość odkrywanego w dzieciństwie powołania. Po kolei powiedzieć zatem muszę, iż to mój ś.p. Tata wprowadzał mnie – recytując z pamięci wiersze znanych i mniej znanych autorów – w świat poezji jako sposobności do zabawy, do ucieczki od szarzyzny smutnej wówczas rzeczywistości. Wiersze prezentowane przez Ojca zastępowały poniekąd inne formy rozrywki: wyjazd na dalszą wycieczkę czy wyjście na „wesołe miasteczko”. Ojciec – z zawodu nauczyciel potrafił w te wątki ludyczne wpleść elementy dydaktyczne. Pamiętam, że uczył mnie i brata zasad poprawnej konstrukcji wiersza. Niekiedy nadawał ostateczny kształt pierwszym próbkom poetyckim, formułowanym przeze mnie – ówczesnego 6-cio czy 8-latka… Późniejsze doświadczenia to wykorzystanie umiejętności konstruowania wierszy (może raczej: rymowanek) w praktyce szkoły średniej i… nawet na studiach.

Można powiedzieć, że zamiłowanie do poezji wyssał pan z mlekiem matki. Bo w rodzinie matka i ojciec to jedno. Dlatego w Pana wierszach występują motywy rodzinne?

Szczęśliwe dzieciństwo, w którym w dodatku obecność poezji zaznaczyła się w sposób, który kazał nawiązywać do niej w taki czy inny sposób w latach późniejszych – to jedno. Drugie – to chęć utrwalenia tego wszystkiego, co w tamtych latach okazało się być źródłem więzi z innymi ludźmi. Podejmując tak osobiste motywy, jak motywy życia rodzinnego chciałbym powiedzieć małym odbiorcom: dysponujecie wielkim skarbem i to również od Was zależy, czy wykorzystacie go w całej pełni. Chociaż o tym może jeszcze nie słyszeliście, życie jest zadaniem do wypełnienia, zaś pouczenia ze strony dorosłych – o ile wypowiadane bezinteresownie i w sposób pozbawiony natarczywości – mogą Was nie tylko uczyć, ale i bawić.

W wielu Pana wierszach, choćby w „Rada dla Jasia”, „Nocą w listopadzie”, czy „Trzeci Maja”, dominuje wątek patriotyczny. Czy to jest efekt atmosfery domowej i wychowania w miłości do Ojczyzny?

W tym wychowaniu szczególnie wiele zawdzięczam mojej ś.p. Mamie. Nie potrafiła przekazać dzieciom systematycznej wiedzy na temat naszej historii ojczystej (w tamtych latach brak było uczciwych podręczników, zaś literatura bezdebitowa była trudno dostępna), ale w pełni świadomie uczyła nas – mnie i brata – że Ojczyzna stanowi dla każdego z Jej synów zobowiązanie. Czyniła to w taki sposób, że kultywowanie tej postawy stanowi dla mnie w dorosłych latach warunek realizacji Człowieczeństwa…

Już się uzbierała pokaźna kolekcja Pańskich wierszy. Czy ma Pan ulubione wiersze?

Jeśli chodzi o wiersze innych Autorów, to spośród wierszy dla dzieci największe wrażenie wywarła na mnie pewna brawura, z jaką napisany został wiersz o pchle szachrajce Jana Brzechwy. Pierwszym zaś wierszem, jakiego nauczyłem się na pamięć był „Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy dowodzący, iż poezja może być domeną przekazu najwyższych wartości. Jest to utwór, który w wychowaniu patriotycznym najmłodszego pokolenia Polaków zachowywać będzie zawsze swoją aktualność. Jeśli zaś pyta Pani o moje własne wiersze, to największą wagę przypisuję do tych, w których opowiadam najmłodszym o Panu Bogu i Ojczyźnie, a zatem napisanych lub wydanych ostatnio.

Twórczość literacka to nie jedyne Pana zajęcie, działa Pan również bardzo aktywnie na płaszczyźnie społecznej na rzecz osób chorych/niepełnosprawnych. Co skłoniło Pana do pracy w tym kierunku?

Jako osoba niepełnosprawna znam problemy swojego środowiska, które potrzebuje mojej i innych zaangażowanych w aktywność na rzecz osób chorujących psychicznie działalności. Chciałbym, żeby działania te – podejmowane w Lubelskim Stowarzyszeniu JESTEŚMY, Akademii Liderów Cogito, moja praca redaktora portalu niepelnosprawni.lublin.pl, czy też podejmowana na innych płaszczyznach – wpisywały się w nurt wspólnie z innymi podejmowanej służby na rzecz dobra wspólnego osób chorujących i społeczności szerszej: całej naszej Ojczyzny. Myślę, że każdy z nas – ze względu na swoje konkretne miejsce w życiu, jego historię, posiadane talenty i predyspozycje – jest do takiej służby zobowiązany.

Działalność społeczna w wielu obszarach oraz praca literacka dają Panu satysfakcję ale nie są źródłem utrzymania. Jest Pan człowiekiem wykształconym, ma Pan na utrzymaniu rodzinę. Rozumiem, że Pan pracuje zawodowo? A jak żona podchodzi do Pana pasji i rozległych działań?

Jestem absolwentem Sekcji Nauk Prawnych Wydziału Prawa Kanonicznego i Nauk Prawnych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Okres mojej nauki obejmuje też nieukończone studia doktoranckie z zakresu katolickiej nauki społecznej w KUL – studia, które – mimo sukcesów – porzuciłem na rzecz poszukiwania pracy i realizacji innych powołań. Rezultat moich studiów – połowę napisanej pracy doktorskiej pozostawiłem – na prośbę promotora – do dyspozycji uczelni.

W swojej aktywności społecznej staram się kierować inspiracją ze strony nauczania społecznego Kościoła, chociaż – oczywiście – uprawiam tę aktywność wyłącznie na „własny rachunek”. Cieszę się natomiast z faktu, iż w ślad za poszukiwaniem pracy poszło znalezienie nie tylko zatrudnienia (w Lechaa Consulting Sp. z o.o.), ale i wybranki serca (a obecnie żony) – Anny. Ania z cierpliwością podchodzi do moich licznych zaangażowań – niektóre z nich udaje się nam dzielić. Uczestniczy np. często w moich spotkaniach poetyckich, niejednokrotnie wykonując zdjęcia, z których wiele ilustruje późniejsze relacje w mediach.

Dziękuję za bardzo interesującą rozmowę i proszę coś od siebie przekazać czytelnikom biuletynu www.niepelnosprawni.lublin.pl.

Chciałbym najpierw podziękować wszystkim, którzy współtworzą tę złożoną sieć oddziaływań społecznych, której elementem jest portal i Jego Czytelnicy. Jako współuczestnicy naszych działań przyczyniają się Państwo do nieustannego poszerzania się kręgu osób związanych solidarnością; bez zainteresowania z Państwa strony wielu spośród nas odczuwałoby o wiele większą samotność i bezradność w rozwiązywaniu swoich – związanych z niepełnosprawnością – problemów.

Cieszę się zatem, iż należę do tego grona osób zaangażowanych w służbę na rzecz najsłabszych spośród nas, bo dźwigających brzemię niezrozumienia ze strony innych i przez to pozbawionych – potrzebnego do rozwoju i godnego życia – wsparcia.

Jeszcze raz dziękuję i życzę wielu sukcesów na płaszczyźnie literackiej i w życiu osobistym.

Anna Szmidt

CZY TY KOCHASZ…? 

                                                                                                             Zygmunt Marek Miszczak

Czy Ty kochasz Polskę, Tato –

Taką dumną i skrzydlatą?

… Bo ja, Tato, wiem od dawna,

Że Ojczyzna była sławna.

Kiedyś była mocna w wierze

I bronili Jej rycerze.

Wiem, choć jeszcze jestem mały,

Że Jej godłem: Orzeł biały;

Że Ją czczono i kochano;

Że Ją potem rozebrano

I, że nadszedł kres rozpaczy.

Wiem, Tatusiu, co to znaczy

(Bo nie wiedzieć nie wypada)

Jedenasty Listopada.

Powiedz zatem – ja uwierzę

(Odpowiedzieć musisz szczerze!) –

Nim odpowiesz na pytanie,

Niech się światłem Twoim stanie

(Tak, Tatusiu, o tym marzę…)

Biel i Czerwień na Sztandarze!

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW