BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

9 grudzień 2021

Andrzej Puchala – ogrodnik i kolekcjoner

Gdyby ktoś jeszcze kilka dni temu spytał mnie, kim jest pan Andrzej Puchala, bez wątpienia powiedziałabym, że prezesem Włodawskiego Towarzystwa Przyjaciół Chorych Hospicjum, niestrudzonym budowniczym hospicjum – temu dziełu wraz z żoną poświęcili ostatnich ładnych parę lat. I o tym – jak myślałam – głównie będziemy rozmawiać. Pan Andrzej powiedział, że budowa hospicjum to nie tyle pasja, co pragnienie, żeby to dzieło ukończyć: „Mam nadzieję, że się uda. W tej chwili jesteśmy na takim etapie, że prace budowlane są zakończone, położone są instalacje, wykładziny. Jak będzie podłączone ciepło – można się wprowadzać do części hospicyjnej i socjalno-bytowej. Dużo jest takich prac, których nie widać, a trwają i są pracochłonne. Dzięki ofiarności ludzi to wszystko zostało zrobione”.
Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak Hospicjum się rozrasta i pięknieje, zapraszam na stronę: www.hospicjum-wlodawa.pl oraz na hospicyjnego facebooka.

Dziś już wiem, że moja wiedza o panu Andrzeju była niepełna. Że oprócz podjęcia się tego największego dzieła, mój rozmówca ma czas na rozwijanie swoich indywidualnych pasji, a jego charakterystykę trzeba uzupełnić o następujące fakty: mieszkaniec i miłośnik Włodawy, biolog, lekarz weterynarii, amator historii Polski, zwłaszcza tej po I wojnie światowej. Nuda – to pojęcie obce panu Andrzejowi – w wolnym czasie czyta mnóstwo książek, w ogóle nie ogląda telewizji, a przede wszystkim oddaje się swoim pasjom: kolekcjonowaniu pocztówek i zdjęć oraz pielęgnowaniu ogrodu. Ze względu na specyfikę naszego „okienka” tym dwóm ostatnim punktom poświęcimy dziś więcej czasu.
A zatem – oddaję głos panu Andrzejowi Puchali – człowiekowi ogromnej wiedzy o ludziach, o świecie, o historii. Wiedzy, która płynnie wplotła się w nasza rozmowę o pocztówkach i kwiatach.

Kolekcjoner
Od ponad 20 lat zbieram pocztówki z małych miejscowości Lubelszczyzny i niektórych wybranych miejscowości w Polsce. Pocztówki z Włodawy to większość w moich zbiorach. Większość pocztówek o Włodawie, wydanych przez różnych wydawców , posiadam w swojej kolekcji.
Ale jednak jest coś takiego, czego nie mam a chciałbym mieć. Na Ebayu jakiś rok temu pojawił się album z 16 dużymi zdjęciami z Włodawy, nigdy nie widziałem czegoś takiego. Wyglądało to na album jakiegoś Rosjanina z okresu przed I wojną, napisów nie mogłem przeczytać, bo były mało wyraźne, pisane po rosyjsku.  Niestety wystawiał to sprzedawca z Moskwy i bez stażu na Ebayu, co było podwójnie ryzykowne, nawet potrójnie, bowiem wystawiał jeszcze zdjęcie nagiego młodzieńca z początku wieku XX
(zdjęcie bardzo dobrze wykonane). Wszystko to sprawiło, że nie odważyłem się na zakup. Nigdy później ten album nie pojawił się na rynku i nie wiem, co się z nim stało. Może jeszcze kiedyś go znajdę ?


Włodawa na starej pocztówce – młyn wodny oraz jego ruiny

Mam w niej również stare zdjęcia szczególnie z okresu II wojny światowej. W tej chwili zaczyna być problem z poszerzaniem zbiorów, bo coraz rzadziej pojawiają się „eksponaty” na rynku antykwarycznym. Organizowane są giełdy on-line i czasami można coś tam trafić, ale coraz rzadziej znajduje się coś ciekawego. Zdjęć jest mało i nie są wystawiane . Chyba czas już spowodował, że one są w zbiorach kolekcjonerów, a  nie ma ich na rynku. Pocztówkowy rynek można uznać za zakończony. W sumie był krótki. Pierwsze karty pocztowe to były różnego rodzaju fotografie robione w formie pocztówki z napisanymi życzeniami, informacjami różnego rodzaju. One się pojawiły w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Praktycznie istniały do czasu telefonizacji i komputerów. Później coraz rzadziej, a dziś nie wiem, czy w ogóle ktoś listy pisze, czy potrafi napisać. Nawet życzenia świąteczne czy pozdrowienia z wakacji wysyłamy smsem.
Moje kartki to kartki przede wszystkim z obiegu. Kupuję głównie takie, ponieważ mam podejrzenia, że coraz częściej pocztówki są podrabiane Kopie są tak dokładne, że trudno odróżnić od oryginału, a pocztówkę zapisaną, z  obiegu, dużo trudniej podrobić.
Ozdobą mojej kolekcji są pocztówki ze znaczkami carskimi, na których widnieje pałac Pocieja w Różance.

pożółkła karta pocztowa z widokiem na opisywany pałac i płynącą przed nim rzekę. Zdjęcie zajmuje jedną trzecią powierzchni, pozostała część zapisana drobnym druczkiem
Pałac Pocieja w Różance na jednej z pocztówek pana Andrzeja

Pałacu nie ma, został zniszczony w 1916 roku. Pocztówki i zdjęcia to jedyne wspomnienia tego czasu, tego budynku, tych historii. Jest to historia nieistniejąca, ludzie nieistniejący.
W tej chwili mam w kolekcji parę tysięcy pocztówek . Nie wystawiam mojej kolekcji, nie organizuję wystaw, co jakiś czas sam je sobie oglądam. Pocztówki przechowuje się w klaserach podobnych do tych na znaczki. Kartki trzyma się w specjalnych woreczkach, żeby ich nie dotykać dłonią, no i powinno się je trzymać w albumach, bo są wrażliwe na światło, szczególnie zdjęcia. Nie mogą być eksponowane, ponieważ zachodzą reakcje chemiczne, zwłaszcza, gdy zdjęcia są źle obrobione. Interesuję się też fotografią i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem zdjęć, które były robione podczas II wojny światowej. Takiej rozdzielczości to wielu fotografów dziś by nie potrafiło uzyskać. Przeważnie te zdjęcia występują w formacie 6×9 lub 6×6 cm. Dziś się takich nie spotyka. Nie wiem, jakimi aparatami to robili, ale efekt jest imponujący.

na zdjęciu: w lesie stoi rzędem grupa 18 osób ustawionych rzędem od najniższego do najwyższego, dzieci, nastolatki, kobiety i mężczyźni w strojach z początku XX wieku
Świta towarzyska

OGRODNIK
Najpierw zajmowałem się amatorskim sadownictwem. Posadziłem trochę drzewek i krzewów, głównie owocowych, ale ponieważ wymagało to za dużo sił, zająłem się uprawą roślin kwitnących. Utrzymuję ogród półdziki. U mnie trawnika tylko kawałeczek jest, bo sobie żona życzyła. Wszystko rośnie tak jak chce. Mam bardzo dużo odmian kwiatów i krzewów. Z kwitnących to głownie mój ulubieniec – irys – odmian to nie powiem ile, bo nie liczyłem, ale chyba cała tęcza .To bardzo wdzięczna roślina – można oko nacieszyć.

zdjęcie przedstawia białego irysa pomiędzy gałązkami i liśćmi, na płatkach siedzi pszczoła oraz dwie muchy
Irys – ulubieniec pana Andrzeja

Piwonie też mam – trochę mniej, bo one miejsca dużo zajmują i bardzo się rozrastają. Trudno było z piwonią drzewiastą, bo we Włodawie mamy niekorzystne warunki. Przez parę lat w ogóle nie mogłem się ich dochować i dopiero dwa lata temu zaczęła rosnąć. Kilka odmian lilii i liliowców to kolejny kawałek mojego ogrodu. Plus trochę rzadkości – cyklamen ogrodowy – ładnie kwitnie, ale jest bardzo trudny w uprawie. Mam 5 dębów czerwonych – jeden ma 2,5 metra w obwodzie. Uprawiam to wszystko tak jak mi siły pozwalają, wiadomo. Lubię przez 2-3 tygodnie na to, co kwitnie, po prostu sobie popatrzeć. Czy trzeba mówić do roślin? Bez przesady. Po pierwsze musi być dobra odmiana. Po drugie musi być dobra gleba. No i mamy też problem z wodą, ale na przykład irysy sobie z tym radzą – mają rozbudowany system korzeniowy. Jak kwitną, trzeba je podlewać, a później już nie. Trzeba je podlewać i nawozić, nie może być chwastów. A przede wszystkim trzeba to lubić. Bo jeśli się nie lubi i niechętnie uprawia, to nic z tego nie będzie. Lubię pójść do ogrodu i posiedzieć i patrzeć na to wszystko, jak pięknie kwitnie. Samego irysa mam ok. jednego ara. Kolory są bardzo wdzięczne.  Łatwiejsze w uprawie są liliowce – rzadziej chorują.
Lubię uprawiać rośliny, one potrafią się odwdzięczyć w przeciwieństwie do ludzi, szczególnie w dzisiejszych czasach
Za sprawą kilku fotografii przenieśmy się na chwilę do kwitnącego świata pana Andrzeja Puchali:

 

Opowieści wysłuchała: Anna Bieganowska-Skóra
Zdjęcia: z archiwum prywatnego Andrzeja Puchali

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW

%d bloggers like this: