BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Artykuły powrót
27 wrzesień 2021

Dzień w ciszy – relacja z eksperymentu 

Niedawno dostałem wyzwanie od pewnej czarującej młodej kobiety, by przez jeden dzień pożyć jako osoba niesłysząca, co w moim przypadku oznaczało doświadczenie długiej soboty. W końcu tak się składa, że w moim życiu sobota to dzień zakupów. 

Dodam, że dla mnie jako osoby niedosłyszącej polegającej na słuchu dzięki aparatom słuchowym, nie było to doświadczanie sielankowe, a moja niedostateczna zdolność do czytania z ruchu warg i podstawowa znajomość języka migowego na pewno nie pomagały. Choć jest to rzecz, którą zalecam każdemu, kto ma kontakt z osobami z niepełnosprawnością słuchu. Wiem, nie jest to doświadczenie, które pozwoli się wczuć w osobę należącą do kultury Głuchych, szczególnie jeżeli ona nie słyszy od urodzenia. Po pierwsze wielu Głuchych nie uważa braku słuchu za niepełnosprawność lub po prostu nie odczuwa braku tego zmysłu jak osoba, która na jeden dzień została pozbawiona możliwości słuchania muzyki czy swobodnej rozmowy z ludźmi w języku werbalnym.  

Zatem eksperyment zaczyna się już od wstania z łóżka, gdzie opieram się wyćwiczonemu przez lata odruchowemu sięganiu po aparaty słuchowe i w niepokojącej ciszy ubieram się szybko i wykonuję codzienne ćwiczenia rozciągające. Może zwykle i tak robię je w ciszy, ale ta ma w sobie coś niepokojącego, jakbym był dzieckiem we mgle w lesie pełnym potworów. Następna czynność to śniadanie, tu sobie podśpiewuję bardziej czując wibracje swoich strun głosowych niż dźwięk mojego głosu (może to i lepiej, od tego więdną kwiatki w doniczkach na parapecie). Z drugiej strony nie słyszę dźwięku donośnego robota kuchennego, który pomaga mi przyszykować pastę jajeczną na śniadanie.  

Śniadanie to konieczność skupienia się na odczytywaniu z ruchu warg mojej sympatii, na przemian z gestykulacją i gadaniem rękami. Moja nieporadność jest rozbrajająco śmieszna, a ja do tego celowo rzucam losowe wyrazy, by jeszcze bardziej ją rozbawić. Zbliża się dopiero dziewiąta, a ja już zaczynam czuć znużenie koniecznością koncentracji na odczytywaniu ruchu warg i znaków języka migowego. Tym bardziej ze musiałem nieraz kilka razy prosić o powtórzenie lub ponowne przeliterowanie w migowym.  

Wyprawa do sklepu to też dosyć ciekawe przeżycie. Słyszę samochody przechodząc przez kładkę jakby to było echo echa, a szum wiatru bardziej czuję, ponieważ cząsteczki powietrza łaskoczą moją małżowinę ucha.  

W marketach samemu wybiera się produkty z półek, co uważam w takich chwilach za błogosławieństwo. Niemniej jednak trzeba po mięso stanąć w kolejce i w przedłużającej się ciszy i w rosnącym napięciu czekać na swoją kolej, obserwując osoby obsługujące stoisko. Kiedy zwrócą się do mnie? Bo przecież nie usłyszę. W międzyczasie pytam  mojej sympatii, czy wziąć te cztery udka na rosół. W końcu następuje ta chwila i sprzedawczyni kieruje ku mnie twarz i coś mówi. Domyśliłem się, że mam złożyć zamówienie, a nie wyrazić opinię o aktualnej polityce międzynarodowej naszego rządu, więc nie słysząc własnego głosu proszę o cztery udka kurczaka. Odbieram je, dziękuję i z westchnieniem ulgi odchodzę od stoiska.  

Ostatnim wyzwaniem jest zapłacenie kasjerce przy ladzie gotówką, tak dla utrudnienia. No i chwila paniki, bo nie widzę licznika, a ceny nie słyszę. Tu zainterweniowała moja wspaniała kobieta, wskazując mi, gdzie spojrzeć. Płacę banknotami i odbieram resztę. Wychodzę podśpiewując. Najgorsze za mną. Sytuacja przy kasie pokazuje, że brak jest ekranu skierowanego ku klientowi licznika ile ma zapłacić, powoduje co najmniej dyskomfort. Inna rzecz nie przetestowałem, jak spytać kogoś z obsługi, gdzie jest korzeń imbiru. W sumie tłumaczenia najprawdopodobniej nic mi by nie dały, zrozumiałbym tylko wskazanie kierunku w jakim powinien się udać.  Chyba zabrakło mi odwagi, choć jest to czynność, która niczym szczególnym mi nie groziła.  

Co dalej w domu? Brak możliwości słuchania teorii spiskowych, co jest świetną rozrywką podczas sprzątania. Brak możliwości posłuchania muzyki a dialogi w filmie rozumiem tylko dzięki napisom.  

Pierwszą rzeczą po “odzyskaniu” słuchu jest muzyka na słuchawkach. Życie znów ma sens!

Jaki wnioski z eksperymentu?

– Trudno polegać na odczytywaniu z ruchu ust, nie tylko dlatego, że nie mam wprawy. O ile czytanie z ust mojej sympatii jakoś idzie, słabo, ale zawsze, to zrozumienie tym sposobem obcych ludzi w sklepie jest koszmarnie Tym bardziej, że ludzie przyzwyczajeni do polegania na słuchu nie zwracają swojej twarzy ku mnie. Zresztą nawet dla ludzi wprawionych jest to bardzo trudna i wymagająca olbrzymiego skupienia sztuka.

– Powyższy punkt utrudniają również maseczki. Nie wszystkie panie z obsługi z tego co wiem chcą odsłonić usta. I trzeba prosić o napisanie tego co chcą nam przekazać…

– Niech błogosławieni będą ludzie, którzy zapewniają napisy po polsku do filmów, nawet polskich. Wiem, że dla Głuchych, których pierwszym językiem jest Polski Język Migowy nie jest to taka ulga, aczkolwiek nie jestem pewien czy istnieje racjonalne rozwiązanie tego problemu. Bo koszty byłyby absurdalne.

– Jak tu rozmawiać o palących kwestiach egzystencjalnych nie mogą korzystać z bogatych zasobów słownictwa, znanego mi dobrze werbalnego języka polskiego?

– Gdyby był alarm to jak zorientowałbym się, że pora się ewakuować? Czy byłby także sygnał świetlny czy mógłbym się orientować się jedynie po zachowaniach ludzi?

To pozostawiam Waszej refleksji. I zachęcam w miarę możliwości do podobnych eksperymentów.

Łukasz Lewicki

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW

%d bloggers like this: