BIULETYN INFORMACYJNY
OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

10 grudzień 2021

O wierze, ludziach, zwierzętach i życiowych balansach

Dzisiaj przedstawiam Państwu Michała Wożniaka – łukowianina, katechetę i terapeutę, miłośnika zwierząt.

Zwierzęta – na receptę i dla przyjemności

Moja spontaniczna przygoda z kotem zaczęła się od tego, że kiedy pojechałem na turnus rehabilitacyjny, dowiedziałem się  – co zresztą było dla mnie dużą nowością – że kot może przez swoje mruczenie wpływać na redukowanie napięcia nerwowego.  Czasem borykam się takimi napięciami, więc postanowiłem spróbować. Jak na razie to krótka przygoda, niecałe dwa miesiące, ale już zauważam efekty obecności kota. Nie jest to jakiś kot wyselekcjonowany w specjalny sposób czy jakkolwiek szkolony. Jest może bardziej spokojny i opanowany niż inne koty. I rzeczywiście te funkcje terapeutyczne spełnia

Konie były w moim życiu tak naprawdę od początku przygody z rehabilitacją. Od samego dzieciństwa. Powszechnie wiadomo, że koń jest zwierzęciem, które stanowi bardzo skuteczny środek terapii uzupełniającej przy moim schorzeniu czyli w mózgowym porażeniu dziecięcym. Koń ma półtora stopnia wyższą temperaturę ciała od człowieka, przez to wpływa na szybsze rozluźnienie mięśni. Ruch miednicy konia jest w ponad 90% tożsamy z ruchem miednicy ludzkiej, więc jazda konna jest niczym innym jak biernym chodem człowieka, który siedzi na koniu.

Studiowałem pedagogikę z kolegą, który jest właścicielem pobliskiej stadniny. I tak od słowa do słowa złożyło się, że mogłem dosyć regularnie z dobrodziejstwa końskiego grzbietu korzystać. No i tak właśnie się potoczyło, że oprócz -metody terapii, jazda konna stała się -moją pasją i przestrzenią, w której mogę o swojej niepełnosprawności zapomnieć.  Zdarzyło mi się kiedyś, że po skończonej jeździe, poprosiłem osobę stojącą obok, żeby mi podała wózek. A ta osoba ze zdziwieniem zareagowała „Ale po co?”. W ogóle nie widziała mojej niepełnosprawności.

Zawsze w moim otoczeniu były też oczywiście psy, u nas w domu, u moich znajomych. Pies kojarzy mi się ze spędzaniem wolnego czasu. Psy zawsze pomagały mi odpoczywać, odzyskać spokój czy nawet równowagę napięcia nerwowego, która wynika ze specyfiki mojej niepełnosprawności -sytuacje stresujące czy natłok obowiązków powodowały zwiększenie napięcia mięśniowego, co było uciążliwie. Jeszcze w szkole podstawowej odkryłem, że pies to napięcie redukuje podczas zabawy, głaskania. Pies jednak zawsze był dla przyjemności, dla -towarzyszenia, a nie do – celów rehabilitacyjnych. Ale wybiegając trochę przyszłość, musze powiedzieć, że jednym z moich marzeń jest to, żeby ubiegać się o uczestnictwo w projekcie i pozyskać psa asystującego, specjalistycznie wyszkolonego i dedykowanego potrzebom konkretnego właściciela. Taki pies jest doskonałym pomocnikiem w codzienności osoby poruszającej się na wózku. Pomaga zdejmować czy zakładać części garderoby, podaje jakieś rzeczy, które upadły. Fascynujące jest dla mnie to, że te psy w trakcie szkolenia opanowują nawet umiejętność podniesienia z podłogi bilonu czy napełnienia pralki ubraniami. To konkretny krok budowania większej samodzielności.  Gdyby w przyszłości udało mi się zamieszkać w bloku wyposażonym w windę, to właśnie bardzo chciałbym mieć takiego psa.

Życie zawodowe

Pracuję w niepublicznym przedszkolu integracyjnym w Łukowie jako katecheta oraz nauczyciel terapeuta. Praca jest nie tylko zajęciem ale z pewnością moją pasją i tą przestrzenią gdzie swoją wiarę mogę łączyć z misją. Przybliżam tematykę związaną z wiarą najmłodszym dzieciom. Mam wrażenie, że mimo iż to ja z  definicji jestem nauczycielem, to w praktyce uczymy się od siebie nawzajem. Dzieci przez swoją otwartość,  szczerość i takie proste, ale bardzo autentyczne rozumienie -, uczą mnie w codzienności przeżywania relacji z Panem Bogiem.

Od strony praktycznej praca ta polega przede wszystkim na tym, żeby dostosowywać i wybierać metody i formy pracy w sposób taki, żeby treści katechetyczne były zrozumiałe i łatwo docierały, zarówno do dzieci sprawnych jak i do dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Poruszane treści ze swojej natury są abstrakcyjne i dość trudne do takiego namacalnego ukazania. No ale jest to możliwe, często  przynosi -zaskakujące rezultaty I to właśnie jest bardzo satysfakcjonująca i bardzo radosna część mojej codzienności.

Jako terapeuta prowadzę trening umiejętności społecznych z wykorzystaniem klocków lego. Dzieci wchodzą w zabawę, przy której uczą się właściwych interakcji społecznych, takich kompetencji jak czekanie na swoją kolej, zadawanie pytań, działanie według instrukcji i wielu innych. Terapia ta   nie jest oczywiście samą zabawą. Zabawa jest tu środkiem osiągania bardzo konkretnych celów. Łączy przyjemne z pożytecznym.

Pasja

Miałem tez w życiu etap kolekcjonerski – teraz brakło czasu z powodu dużej ilości innych obowiązków i przejścia moich zainteresowań na inne tory. Zbierałem miniaturowe repliki aut z okresu PRL-u. Nie była to jakaś taka moja wielka pasja wiążącą się ze zdobywaniem precyzyjnej wiedzy czy też poznawaniem historii motoryzacji. Po prostu to lubiłem. Miałem w swojej kolekcji ponad 40 modeli – teraz cieszą oko siostrzeńca. To, co zostało po tym etapie kolekcjonowania to to, że czasem spędzam wolne chwile oglądając zbiory Muzeum Skarb

Narodu czyli właśnie Muzeum Motoryzacji PRL-u, stworzonego na terenie fabryki samochodów osobowych na warszawskim Żeraniu.

Życiowy balans

Bardzo staram się dbać o równowagę w życiu. O to, żeby nic nie działo się kosztem zdrowia i sprawności. Mojej rodzinie i mojemu otoczeniu zawodowemu, współpracownikom też bardzo na tym zależy. Znajduję czas na odpoczynek. No i zawsze najbardziej efektywnie odpoczywam przy drugim człowieku, który jest mi bliski. Bardzo sobie cenię chociażby najkrótsze ale regularne spotkania z moimi przyjaciółmi – to z pewnością daje skuteczne wytchnienie.

Ważną – przestrzenią w moim życiu jest modlitwa. I właśnie na modlitwie staram się znajdować ten czas odpoczynku, odzyskiwania równowagi.

Trzecim sposobem odpoczynku jest spędzanie czasu z najmłodszymi członkami mojej rodziny – siostrzenicą i siostrzeńcem. Spędzamy razem czas na dworze w otoczeniu  przyrody i w obecności zwierząt.

Niepełnosprawność

Myślę, że ile osób niepełnosprawnych, tyle definicji. Dla mnie niepełnosprawność, to rzeczywistość mojego życia od początku, nie mam więc poczucia utraty czegoś. Jest to ciągle przestrzeń uzyskiwania czegoś nowego, zdobywania nowych umiejętności i uczenia się radości z małych rzeczy.

A tą największą radością, myślę, w doświadczeniu niepełnosprawności jest to, że jesteśmy -„skazani” na ten bliski kontakt z drugim człowiekiem. Tę bliskość kontaktu z drugim człowiekiem poczytuję sobie jako jedną z największych wartości płynących z niepełnosprawności.

Niepełnosprawność to też ten obszar, która trochę zmusza do zatrzymania się, bo może gdybym był sprawny, biegłbym przez życie dużo szybciej, nie zauważając drugiego człowieka? Przeżywam swoją niepełnosprawność w łączności z Panem Bogiem: własne codzienne trudy, ograniczenia czy doświadczenia swojej niedoskonałości mogę ofiarować za innych. W takim kluczu staram się rozumieć swój wózek. Wtedy dopiero nabiera on sensu. W codziennym życiu staram się pielęgnować i wyrażać wdzięczność Bogu i ludziom dającym mi szansę ciągłego rozwoju, czyli mojej rodzinie przyjaciołom, pracodawcom i współpracownikom.

 

Rozmawiała: Anna Bieganowska-Skóra
Zdjęcie: z archiwum prywatnego Michała Woźniaka

Copyright Ⓒ 2011 - 2018 LFOON-SW

%d bloggers like this: